Czyli przepis mojego ulubionego Ottolenghiego, na który trafiłam w sumie przez przypadek, szukając jakiegoś fajnego przepisu na ryż na blogu Heidi. Fajna niespodzianka :) Wyszukiwanie interesujących przepisów to ostatnio jedno z moich hobby :) Lubię ten dreszczyk, gdy trafiam na oryginalnie wyglądający przepis i zastanawiam się czy efekt końcowy będzie równie interesujący. Z tym bywa różnie, oczywiście, ale zawsze warto próbować, bo nie ma jak mały eksperyment w kuchni dla urozmaicenia dnia :)
W tym przepisie zaintrygowało mnie połączenie zbóż przygotowanych na wytrawnie z suszonymi morelami. Bardzo polecam używanie ekologicznych suszonych owoców, które są naturalnie suszone na słońcu. "Zwykłe" suszone owoce są konserwowane dwutlenkiem siarki (E-220), który jest doskonałym środkiem przeciwpleśniowym. Oprócz tego upośledza wchłanianie witaminy B i ją niszczy, jest rakotwórczy, zwiększa ryzyko alergii i astmy. Naprawdę, lepiej kupować suszone owoce rzadziej czy mniej, ale zdecydować się na ekologiczne niż jeść takie świństwo :)
Ten przepis jest niezły, ale wymagał kilku modyfikacji ;-) Poniżej już moja wersja. Użyłam połowy zalecanej ilości quinoi, bo mi wyszła ;-) ale pozostałe składniki dodałam w przepisowej ilości.
Na 4-6 porcji:
1 szklanka czerwonego ryżu
1 szklanka quinoa (ja użyłam 1/2)
4 szklanki bulionu jarzynowego
1/4 szklanki orzechów włoskich, po wyłuskaniu
1 mała biała cebula, drobno posiekana
1/2 szklanki oleju rzepakowego
sok i starta skórka z 1/2 cytryny
1 ząbek czosnku
1/2 pęczka szczypiorku
1/2 szklanki suszonych moreli pokrojonych w paseczki
2 garście rukoli
sól, pieprz
Każde ze zbóż płuczemy, gotujemy do miękkości w osobnych garnkach w bulionie. Odcedzamy dobrze na sicie. Orzechy prażymy na suchej patelni, siekamy. Olej rozgrzewamy na patelni, szklimy cebulę, studzimy. Szczypiorek drobno siekamy, rukolę myjemy, większe liście rwiemy na mniejsze kawałki.
Wszystkie składniki mieszamy dokładnie ze sobą, doprawiamy, podajemy ciepłe. Zdrowe i pyszne, polecam :)